Offmine

Wojciech Żurek: Piotr Pawłowski “Dzienniki basowe” – recenzja

11.11.2020

Cokolwiek by tu nie napisać o Piotrze Pawłowskim i tak prawdopodobnie będzie to mało…

Basista min. legendarnej dla wielu grupy Made In Poland, która od wczesnych lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku niezmiennie hołduje tradycji zimno falowego grania.Trzykrotny laureat teleturnieju „Wielka Gra”, czy w końcu manager z branży HR, który naocznie obserwował przemiany ustrojowo gospodarcze naszego kraju. Teraz postanowił zadebiutować jako prozaik, wydając książkę o dźwięcznym tytule „Dzienniki Basowe”. 

Obserwując profile Pawłowskiego w mediach społecznościowych, raz po raz można było natrafić na jego wpisy przywołujące anegdoty dotyczące muzyki jak równie życia zawodowego. Już wtedy pojawiały się przy nich komentarze, zachęcające autora do ich wydania w wersji papierowej. Widocznie namowy okazały się skuteczne bo latem tego roku pojawiła się wspomniana książka. Składa się na nią kilkadziesiąt krótkich w swej formie opowieści, które jak łatwo się domyślić po tytule, w dużej mierze dotyczą muzycznej historii autora. Największym jednak atutem tego wydawnictwa jest to, że Pawłowski mocno wykracza poza tą część swoich przeżyć, wracając do swojego dzieciństwa i młodości. Miejsc, w których mieszkał, rodziny, swoich znajomych i przyjaciół. Robi to w ciekawy i bezpretensjonalny sposób, opisując bliskie sobie osoby w kontekście mniej lub bardziej zaskakujących sytuacji, często podszytych sporą dawką humoru a nawet absurdu. Oczywiście w tle cały czas przewija się muzyka, która okazuje się być ostatecznie motywem przewodnim. Pierwsze instrumenty, próby stworzenia zespołu, które nie zawsze szły zgodnie z planem, pierwsze koncerty, które między innymi sprawiły, że autor dość szybko porzucił pomysł grania prog rocka… Zmagania z patrolami ZOMO czy trudnymi wyborami pomiędzy imieninami mamy a pójściem na koncert Klausa Schulze… Choć wiele z tych historii osadzonych jest w mrocznych czasach PRLu, to autorowi udaje się z powodzeniem uniknąć swego rodzaju kombatanctwa, które niestety często pojawia się we wspomnieniach muzyków tworzących w minionej epoce. 

Z podobną swobodą Pawłowski opisuje historie ze swojego życia zawodowego, mierząc się z absurdami transformacji, trudnymi zjawiskami reprywatyzacji, kuriozalnymi działaniami zarządów, relacjami ze związkami zawodowymi czy wpływami polityki. W sumie te opowieści dość dobrze oddają klimat polskiego biznesu lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku z całym jego kolorytem, zachłyśnięciem się „zachodem” czy toporności wschodzącego kapitalizmu. I tu następuje kolejny mocny punkt „Dzienników”, ponieważ Pawłowski nie unika w tych historiach konkretnych nazwisk osób biorących w nich udział. Nie brakuje wśród nich postaci obecnie aktywnych politycznie czy społecznie. Autor rozprawia się z nimi dość bez obcesowo, punktując nieraz niekompetencje czy po prostu hipokryzje, nie ukrywając przy tym swoich poglądów. Nie przekracza jednak granicy dobrego smaku czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości i choć być może te wyraźne sądy nie wszystkim czytelnikom przypadną do gustu, to jednak trudno zarzucić Pawłowskiemu brak szczerości czy odwagi. Opisując konkretne zdarzenia bierze odpowiedzialność za ich prawdziwość. Zresztą jasne przedstawianie swoich poglądów nie dotyczy tylko kwestii polityczno- gospodarczych. Z równą wyrazistością rozprawia się choćby z twórczością Jacka Kaczmarskiego i innych mu bardów. Sam znam kilka osób dość nerwowo reagujących na te opinie, które to w moim przekonaniu choć gorzkie są jednak bardzo trafne.

Wracając jednak do muzyki - nie brakuje tu historii, których wydźwięk nadal jest aktualny i mogą być niezłą wskazówką dla początkujących muzyków. Na pewno warto wspomnieć tą o „szołbizowych realiach”. Dość gorzkie, ale prawdziwe spojrzenie na koncertową działalność nie tylko w naszym kraju… „Dzienniki Basowe” jako zbiór dość luźnych i  swobodnych historii oraz anegdot dobrze oddaje klimat tych kilkudziesięciu lat życia i działalności autora. Wspomniane szare czasy Polski Ludowej, przaśne początki chaotycznej transformacji i w końcu teraźniejszość zawsze są tu tłem dla historii o muzyce, jej graniu, tworzeniu czy międzyludzkich relacjach i nie ważne czy czytamy o możliwości stania się tour managerem brytyjskich punkowców z G.B.H, niekończącym zdawałoby się procesie zapoznawania się z Lechem Janerką, o tym dlaczego węgierski rock zawsze miał poważanie i dlaczego warto znać skinowskie zespoły z Anglii czy pójść w garniturze na black metalowy koncert.

Tekst powstał w ramach inicjatywy OFF MINE, autorem tekstu jest Wojciech Żurek, redaktor działu muzyka w E-SPLOT.


O autorze

Muzyka stała się jego pasją już od momentu, kiedy rodzice kupili mu na targu pierwszą kasetę z koncertowymi nagraniami Jeana Michela Jarre. Od tego czasu stara się poświęcać jej większość  wolnego czasu słuchając, pisząc a raz po raz tworząc i grając. Zdeklarowany fan fizycznych nośników.

http://e-splot.pl/


OFF MINE to digitalowa część OFF Festival Katowice, którą chcemy współtworzyć wspólnie z Wami - naszą festiwalową publicznością! Ty też możesz opowiedzieć swoją festiwalową historię. Jesteśmy również otwarci na twórców treści. Na co dzień dzielimy się muzyczną pasją w grupie tematycznej. Dołącz do nas!