Offmine

Martyna Kościelnik: Iggy Pop „Lust For Life” – recenzja

07.10.2020

Początek sierpnia. Bramki powoli się otwierają, a Ty pędzisz prosto w samo serce Doliny Trzech Stawów. Zaczynasz trzydniową przygodę z OFF Festivalem. Muzyka otacza Cię z każdej strony - możesz swobodnie przemieszczać się między scenami, poznawać nowe rytmy czy wiernie stać przy barierkach w oczekiwaniu na ukochanego artystę, zacieśniając przy tym więzy z innymi oddanymi fanami. Relacja słuchacz-artysta jest niezwykle bliska, mimo licznych zabezpieczeń muzycy są na wyciągnięcie ręki. Ah, ileż razy OFFowi wykonawcy chcieli dosłownie być na fali! Skok w tłum pozwala na bycie w epicentrum najwspanialszej zabawy. Aż czuć żądzę życia, prawda?

Dobór słów nie jest przypadkowy, ponieważ dokładnie 29 sierpnia minęła czterdziesta trzecia rocznica wydania albumu Lust for Life, który jest najpopularniejszym dziełem Iggy’ego Popa. Nie bez powodu wspominam o tym wybitnym artyście. Wielu z nas gorączkowo czekało na jego OFFowy koncert. Teraz można śmiało pozazdrościć festiwalowiczom, którzy mieli okazję ujrzeć The Stooges podczas siódmej edycji OFF Festivalu. I chociaż tegoroczny koncert nie doszedł do skutku - nie poddajemy się! Włączamy odbiorniki, jednoczymy się. Odpalamy Lust For Life. 

Wiedzieliście, że album stworzono w Berlinie? Iggy Pop traktował to miasto jako swoją prywatną muzę. Pewnie wielu Was najbardziej identyfikuje pierwszy utwór z ulicami Edynburga, po których nerwowo biegnie Mark Renton. I jeśli zechcecie balansować między fikcją a realem, to sięgnijcie śmiało po dzieło spod pióra Irvine Welsh. Jednak Trainspotting powstawał w latach dziewięćdziesiątych, a my cofniemy się nieco dalej. W 1977 roku Iggy był trzydziestolatkiem, który nie stronił od alkoholu i innych używek. W końcu od razu po odsłuchaniu swojego nowego albumu musiał sobie strzelić krechę, ot tak, dla wytężenia słuchu. À propos, chyba nie bierzecie dosłownie wersu „of course, I’ve had it in the ear before”? Nie zadręczajcie się ideami na temat tego, co Ojciec Chrzestny Punka wyprawiał, chociaż przeżył niejedną szaloną eskapadę. Tekst Lust For Life to był jeden wielki akt spontaniczności. Improwizacja naprowadziła Iggy’ego na snucie opowieści o Johnnym Yen, który pojawia się w „The Ticket That Exploded” autorstwa Williama Burroughsa. 

Jak już wcześniej wspominałam, Berlin stał się dla Iggy’ego kopalnią świetnych pomysłów. To miasto dawało mu natchnienie. Można powiedzieć, że sama egzystencja i na pozór prozaiczne czynności stały się motywacją do napisania The Passenger. Iggy nawet z prostej podróży potrafił stworzyć dzieło, a w hipnotyzującym „and I ride and I ride” słychać jego wręcz uwodzicielski głos, który swoją mocą mógłby pociągnąć za sobą tłumy. I tak się stało. The Passenger to zdecydowanie jeden z jego najsławniejszych utworów. Wystarczą pierwsze rytmy tego kawałka na koncercie, a fani wydzierają sobie głos z gardeł, by dołączyć do śpiewu Iggy’ego. On natomiast może rzucić okiem na tłum i bez skrępowania zaśpiewać „And everything looks good tonight”.

Uważam, że Success to utwór doskonale pasujący do charakteru tego albumu, chociażby dzięki samemu tytułowi. Optymizm i niewinna radość bijąca z tego kawałka potrafi zarazić uśmiechem niejednego słuchacza. Opowieść, którą serwuje nam Iggy, wprowadza nas w stan rozluźnienia. Słyszymy jego entuzjazm związany chociażby z na pozór błahym zakupem chińskich dywaników. Następnie, mimo nadal pozytywnego wydźwięku, słyszymy niemoc i rozdarcie emocjonalne. Utwór został napisany pół żartem, pół serio, ale jest w nim ukryta gorycz związana z utratą jego muzy - Esther Friedmann. Może umieszczenie Turn Blue zaraz po Success nie jest przypadkowe?

Odrzucając jakiekolwiek pesymistyczne domniemania, przechodzimy do ostatniego utworu. Zabierzcie nonszalancko butelkę wina w dłoń i rozkoszujcie się ostatnią berlińską podróżą. Jeśli do tej pory nie zauroczyliście się w utworach Iggy’ego, ostatni punkt na albumie na pewno Was w nim zatraci. W końcu Iggy śpiewa bezpośrednio: Fall In Love With Me.

I jak? Udało mu się Was rozkochać?

Tekst powstał w ramach inicjatywy OFF MINE, autorem tekstu jest Martyna Kościelnik.


O autorze

Studentka drugiego roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Śląskim. Pływa swobodnie po muzyce, tonie i zatraca się w nowofalowych brzmieniach, new romantic rozpieszcza jej uczucia, doom i stoner wprowadza ją w stan muzycznego haju, a rock psychodeliczny ma działanie mocno hipnotyzujące. Oddaje się mrokowi, rozkoszuje się poezją i sztuką.


OFF MINE to digitalowa część OFF Festival Katowice, którą chcemy współtworzyć wspólnie z Wami - naszą festiwalową publicznością! Ty też możesz opowiedzieć swoją festiwalową historię. Jesteśmy również otwarci na twórców treści. Na co dzień dzielimy się muzyczną pasją w grupie tematycznej. Dołącz do nas!