Offmine

Jędrzej Sołtysiak: Brexitcore’owe początki

23.09.2020

Najpierw czekamy na ogłoszenie konkretnej daty. Śledzimy ogłoszenia, w międzyczasie słuchamy muzyki od zapowiedzianych artystów, bukujemy noclegi i kupujemy bilety. Wreszcie – jedziemy! Festiwale trwają jednak zaledwie chwilę. Po kilku dniach wypełnionych muzyką oraz masą nowych wspomnień powracamy do swoich spraw. 

To, co udało nam się zobaczyć, nie zawsze do nas wraca. Nie każdego artystę, którego koncert zrobił na nas wrażenie, udaje nam się jeszcze gdzieś zobaczyć. Nie ma w tym nic złego, w końcu taki jest cel tego kilkudniowego święta muzyki. Odkryć, poznać, zobaczyć to, co w danej chwili wydaje się ważne. W swoim cyklu „Życie po OFFie” chciałbym jednak skupić się na tym, co dalej. Przyjrzeć się zespołom i wykonawcom z perspektywy tego, gdzie znaleźli się później. Pochylić się nad tymi, których twórczość nie przetrwała próby czasu, ale i zbadać losy tych, o których mało się mówiło przed, a zaraz po ich kariery wystrzeliły w rejony, których nie spodziewał się chyba nikt.

Dziś skupię się na zespołach z tej ostatniej kategorii. Mamy rok 2020 i większość z nas kojarzy przedstawicieli „brexitcore’owego” nurtu. Tym dość niejednoznacznym terminem ochrzczono gros gitarowych zespołów z Wielkiej Brytanii, które na fali Brexitu opisują zastaną wokół siebie rzeczywistość. Pojęcie niejednoznaczne, opisujące raczej nastroje muzyków z Wysp niż faktycznie określające ich brzmienie. Nie da się jednak ukryć, że istnieją pomiędzy nimi podobieństwa.

W 2017 roku OFF Festivalowi udało się uchwycić początki tego ruchu. Pamiętam skąpany w pełnym słońcu występ grupy Shame na Scenie Leśnej. Z pozoru kolejny, niedoświadczony gitarowy zespół, wtedy jeszcze bez płyty, z Wielkiej Brytanii. Braki wykonawcze i kompozycyjne grupa nadrabiała masą energii i prawdziwą pasją. Do dziś pamiętam wijącego się wokół mikrofonu, zlizującego z niego własny pot wokalistę Charliego Steena. Poczułem, że o tych chłopakach może jeszcze być głośno i zapisałem ich nazwę w podświadomości. Nie musiałem długo czekać, bo wydany w 2018 roku debiut „Songs of Praise” przyniósł zespołowi pozytywne recenzje od krytyków, możliwość zagrania trasy za Oceanem i zaprezentowania swojej twórczości w wielu miejscach na całym świecie. I chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że na kolejny ich album czeka zdecydowanie większa ilość słuchaczy, niż na płytę numer jeden.

Podczas tej samej edycji miał miejsce jeszcze bardziej zaskakujący występ. Idles, o którym teraz mówi cały świat i których single z nadchodzącej, trzeciej już płyty dobijają jeszcze przed premierą do miliona odtworzeń, zagrali świeżo po wydaniu swojego pierwszego albumu na Scenie Trójki. Po odsłuchu „Brutalism” można było spodziewać się punkowej dynamiki, ale chyba nikt nie był gotów na to, czego został świadkiem tamtego wieczoru. Joe Talbot dosłownie zawładnął sceną, wywołując zbiorową hipnozę przemieszaną z przerażaniem, a wtórował mu w tym pozbywający się ekspresowym tempie własnej garderoby gitarzysta Mark Bowen. Jeśli ktoś nie chciał tego dnia skakać wraz z innymi, to i tak nie miał wyboru. Namiot na czas koncertu Brytyjczyków zamienił się w jedną, wielką i szaloną imprezę.

Dziś Idles to światowe gwiazdy, które chcą mieć w swoim line-upie wszystkie najważniejsze, muzyczne festiwale. Ich popularność jedynie wzrosła po wydaniu następcy „Brutalism”, czyli płyty „Joy as an Act of Resistance” (2018 r.). Obecnie nie ma dnia, by muzyczne media nie donosiły o albumie numer trzy, czyli „Ultra Mono”, który ma ujrzeć światło dzienne już 25 września br. Joe Talbot pojawia się też często w krajowych mediach, wypowiadając się na tematy społeczne i polityczne. Możemy go także usłyszeć śpiewającego gościnnie na płytach „To Love Is to Live” (2020 r.) Jehnny Beth oraz „Hunted” (2020 r.) Anny Calvi. Zespół pozostał przy tym wierny swojemu wydawcy, niezależnej wytwórni Partisan Records. I szaleństwu na scenie podczas swoich koncertów, oczywiście.

Bezpośrednim pretekstem do wybrania właśnie takiego tematu niniejszego tekstu był dla mnie jednak zespół Fontaines D.C. Irlandczycy zagrali na OFF Festivalu w 2018 roku. Grupa nie miała łatwego zadania – zagrała o północy, pierwszego dnia na Scenie Trójki, gdy w tym samym czasie na Scenie Miasta Muzyki swój show dawała M.I.A. Co więcej, zespół nie miał w tamtym momencie na koncie nawet płyty, a na scenie prezentował się jeszcze mniej pewnie, niż opisywani powyżej Shame. Pomimo tego uczestnicy tego koncertu, którzy opisywali potem swoje wrażenia (w tym niżej podpisany), to właśnie ich wskazywali jako czarnego konia dopiero co zakończonej edycji. Czy przyczyniła się do tego ujmująca nieśmiałość wokalisty Griana Chattena połączona z ciekawie zapowiadającymi się i różnorodnymi utworami (zespół zagrał naprawdę długi set)? Trudno powiedzieć, ale było w tych chłopakach coś, co sprawiało, że nie dało się o nich zapomnieć. To, w połączeniu z ogromną, miejscami wyniszczającą pracą (w 2019 grupa odwiedziła ponad 50 miast w trakcie swojej trasy po Europie i Ameryce Północnej) przyniosło efekty. Irlandczycy wystąpili m.in. w mogącym się pochwalić ogromną oglądalnością programie Jimmy’ego Fallona i mieli zaprezentować się na scenie festiwalu Glastonbury. Obecna sytuacja epidemiologiczna pokrzyżowała ich plany, ale wszystko przed nimi. Ich drugi album, wydany w tym roku „A Hero’s Death” zbiera bowiem bardzo wysokie recenzje wśród krytyków.

Takie właśnie były początki brexitcore’u na OFF Festivalu. Gatunku, który śledzi obecnie każdy fan gitarowej muzyki. Nurtu, który zaskakuje coraz to lepszymi wydawnictwami, a o którym nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że w ogóle istnieje.

Tekst powstał w ramach inicjatywy OFF MINE, autorem tekstu jest Jędrzej Sołtysiak, twórca bloga Hałasy i melodie.


O autorze

Fan trójmiejskiej sceny i Trójmiasta w ogóle. Muzyka towarzyszy mu bez przerwy, choć najbardziej miłuje dźwięki w wersji koncertowej. Gdy miał siedemnaście lat, jego relację z koncertu opublikowano w Teraz Rocku. Obecnie trochę się tego wstydzi.

https://halasyimelodie.com/https://www.facebook.com/Halasyimelodie/


OFF MINE to digitalowa część OFF Festival Katowice, którą chcemy współtworzyć wspólnie z Wami - naszą festiwalową publicznością! Ty też możesz opowiedzieć swoją festiwalową historię. Jesteśmy również otwarci na twórców treści. Na co dzień dzielimy się muzyczną pasją w grupie tematycznej. Dołącz do nas!